Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.
Wyglądała jak porcelanowa lalka, zbyt krucha, by jej dotykać. - Oto
obraz niewinności - powiedział cicho Roarke. - Plik holo gramy, kartoteka
policyjna, hasło Marlena. ANIOŁ ZEMSTY Idylliczny wizerunek zamienił się nagle w
przerażający, odrażający koszmar. Lalka była teraz połamana, pokrwawiona, zbita
i rozerwana. Śmierć zabarwiła jej skórę brzydką szarością, zimną i odpychającą w
beznamiętnym oku policyjnej kamery. Zostawili ją nagą, obnażoną, tak by widoczne
były wszystkie okrucieństwa, jakich się na niej dopuścili. - A oto obraz
zniszczonej niewinności - wyszeptał Roarke. Serce Eve pełne było bólu i
współczucia, patrzyła jednak tak, jak przywykła już patrzeć na inne śmierci.
Prosto w oczy, gdzie pozostał jeszcze ślad przerażenia i cierpienia. Dziecko,
pomyślała, ogarnięta nagłym żalem. Dlaczego tak często były to właśnie dzieci? -
Wystarczy już, Roarke. Zamknij plik hologramy- poleciła spokojnym, zrównoważonym
głosem. Obraz z podłogi zniknął, a Eve patrzyła w oczy swego męża. - Zrobiłbym
to ponownie - powiedział. - Bez wahania i bez żalu. I jeszcze raz, gdyby to
oszczędziło jej choć odrobinę cierpień. - Jeśli myślisz, że tego nie rozumiem,
to jesteś w wielkim błędzie. Widziałam tego więcej niż ty. Żyję z tym na co
dzień. Świadectwa ludzkiego okrucieństwa i głupoty. I kiedy już przejdę przez
morze krwi i śmierci, staram się robić wszystko, co w mojej mocy, Zamknął oczy i
przeciągnął dłonią po twarzy w geście znużenia, którego nie okazywał prawie
nigdy. - Przepraszam. To wszystko przywołało zbyt wiele wspomnień. Poczucie winy,
bezradności. - Obwinianie siebie byłoby głupotą, a ty nie jesteś głupcem.
Opuścił bezradnie ręce. - Więc kogo mam obwiniać? Przeszła wokół konsoli i
zatrzymała się dokładnie naprzeciw niego. - 0'MaIleya, Rileya, Cagneya, Rowana,
McNee i Calhouna. Chciała go pocieszyć, bo teraz wiedziała już, jak to zrobić.
Położyła dłonie na jego ramionach. - Kiedy wciąż mam przed oczami ten widok,
powiem ci coś, czego być może już nie powtórzę, Miałeś rację. Postąpiłeś
słusznie. To była sprawiedliwość. Poruszony do głębi, nakrył jej dłonie swoimi,
zsunął je w dół, tak by ich palce mogły się spleść ze sobą. - Potrzebowałem tego,
musiałem usłyszeć to z twoich ust, nawet jeśli myślisz tak tylko teraz.
114 115
J.D. ROBB Uścisnęła serdecznie jego dłonie i odwróciła się do ekranu, - Bierzmy
się do roboty. Musimy pobić tego sukinsyna w jego własnej grze.
Skończyli pracę dobrze po północy. Eve zapadła w sen, kiedy
tylko przyłożyła głowę do poduszki. Jednak tuż przed świtem dopadły ją złe sny.
Jej gwałtowne ruchy obudziły Roarke'a. Przysunął się do niej, przytulił do
siebie, jednak ona próbowała się wyrwać. Jej oddech był szybki, przerywany.
Wiedział, że jest uwięziona w koszmarze, do którego on nie może się dostać, w
przeszłości, której nie potrafiła wymazać. - Wszystko w porządku, Eve. - Objął
ją mocno, nie zważając na to, że próbuje go odepchnąć, odrzucić, wyrwać się. -
Nie, proszę, nie, nie - powtarzała błagalnym głosem, głosem słabym i cichym,
głosem dziecka, który łamał mu serce. - Jesteś bezpieczna, obiecuję. - Gładził
ją po plecach, powoli, delikatnie, aż wreszcie odwróciła się do niego. Schowała
w niego. Tutaj nie może cię skrzywdzić- mruczał uspokajająco Roarke, wpatrując
się w ciemność. - Tutaj nie może cię dotknąć. Eve westchnęła głęboko. Czuł, jak
napięcie opuszcza jej ciało. Leżał z otwartymi oczami, tuląc ją do siebie,
strzegąc przed złymi snami, aż przez odsłonięte okno wpadło światło poranka.
Kiedy Eve się obudziła, nie było go już w łóżku jak zwykle. Nie
siedział jednak tam, gdzie odnajdywała go każdego poranka, nie przeglądał
najnowszych notowań z giełdy, popijając przy tym czarną kawę. Wciąż nieco
oszołomiona, wygramoliła się z łóżka i weszła pod prysznic. Jej umysł powoli
oczyszczał się z resztek snu. Ale kiedy stanęła w kabinie suszącej, powrócił do
niej senny koszmar. Sięgała właśnie po szlafrok, gdy znów ujrzała te
przerażające sceny. Zimny, przeraźliwie mały pokój, czerwone światło migające za
brudnym oknem. Głód, który trzymał w żelaznych pazurach jej żołądek. Uchylone
drzwi, przez które wchodzi jej pijany ojciec