Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.
— Właśnie! — wykrzyknął. — Jednak w rzeczywistości jest to organ węchu fenomenalnie wrażliwy. Dwa muchy wystarczą do wykrycia obecności kropli piżma w galonie olejku geraniowego!
Niesłychane — powiedziałem.
— Na Champs Elysees — ciągnął — które są szeroką arterią komunikacyjną, swoim nosem potrafię dokładnie ustalić, czym wyperfumowała się kobieta idąca po drugiej stronie ulicy!
— Przy ruchu ulicznym?
— Przy natężonym ruchu ulicznym! - zawołał.
I jednym tchem wymienił nazwy dwóch najsłynniejszych gatunków perfum na świecie, obu wyprodukowanych przez dom mody, w którym pracował.
— To moje osobiste dzieła — rzekł skromnie. — Własnoręcznie je komponowałem. Przyniosły majątek tej starej jędzy, która prowadzi ów interes.
— Ale nie panu?
— Mnie?! Jestem biednym najemnym pracownikiem na pensji — odrzekł, rozkładając dłonie
i unosząc ramiona tak wysoko, że dotknęły płatków jego uszu. — Ale kiedyś wyrwę się stamtąd i zrealizuję swoje marzenia.
— Ma pan jakieś marzenie?
— Mam wspaniałe, niezwykłe, pasjonujące marzenie, drogi panie!
— To dlaczego pan go nie realizuje?
— Ponieważ wpierw muszę znaleźć kogoś na tyle dalekowzrocznego i bogatego, żeby mnie sfinansował.
Aha, pomyślałem, a więc o to chodzi!
— Z pańską sławą to nie powinno być trudne — powiedziałem.
— Trudno znaleźć takiego bogacza, jakiego ja szukam — wyznał. — Musi to być nie przejmujący się niczym ryzykant, którego bardzo pociągają rzeczy niezwykle..
To ja, ty mały sprytny szelmo, pomyślałem.
— A jakież to marzenie pragnie pan zrealizować? — zagadnąłem. — Chodzi o produkcję perfum?
— Drogi panie! — wykrzyknął. - Perfumy może robić byle kto. Ja mówię wyłącznie o jednych perfumach! Jedynych, które się naprawdę liczą!
— A co to za perfumy?
— O, naturalnie, niebezpieczne! A kiedy je stworzę, zawładnę światem!
— Brawo — powiedziałem.
— Ja wcale nie żartuję, panie Cornelius. Pozwoli pan, że wytłumaczę, do czego zmierzam?
— Niech pan mówi.
— Proszę wybaczyć, że usiądę — rzekł, zmierzając w stronę ławki. — W marcu zeszłego roku miałem zawał i muszę się oszczędzać.
— Przykro mi to słyszeć.
— Och, niepotrzebnie. O ile nie przesadzę, wszystko będzie dobrze.
Popołudnie było pogodne, a ławka stała na trawniku nie opodal brzegu rzeki, więc usiedliśmy na niej. Rzeka płynąca obok wolno i jednostajnie była głęboka, a nad jej powierzchnią unosiły się chmurki wodnych muszek. Na przeciwległym brzegu rosły szeregiem wierzby, a za nimi rozpościerała się szmaragdowozielona, żółta od jaskrów łąka, na której pasła się krowa. Krowa była w brązowo-białe łaty.
— Powiem panu, co za perfumy chcę stworzyć
— rzekł Henri Biotte. — Ale po drodze muszę wyjaśnić panu kilka spraw, gdyż inaczej nie pojmie pan wszystkiego w pełni. Proszę więc okazać mi cierpliwość.
Jedną rękę opierał miękko na kolanie, włochatym wierzchem do góry. Przypominała czarnego szczura. Stukał w nią delikatnie palcami drugiej dłoni.
— Rozważmy najpierw zjawisko, które zachodzi, kiedy pies napotyka goniącą się sukę — rzekł.
— Jego popęd płciowy jest niesamowity. Przestaje nad sobą panować. W głowie mu tylko jedno, czyli natychmiastowe spółkowanie, i zrobi to, jeżeli mu się nie przeszkodzi siłą. A czy wie pan, co powoduje tak ogromny pociąg płciowy u psów?
— Zapach — odparłem.
— Otóż właśnie, panie Cornelius. Do nozdrzy psa wpadają wonne cząsteczki o specjalnej budowie i pobudzają zakończenia jego nerwów zapachowych. To zaś powoduje przesłanie silnych sygnałów do opuszki nerwu węchowego, a stamtąd do wyższych ośrodków mózgu. Wszystko to sprawia zapach. Gdyby usunął pan psu nerw powonienia, przestałby interesować się sukami. Reguła ta dotyczy wielu innych ssaków, ale nie człowieka