Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.
Stali
naprzeciw siebie w gabinecie Irvinga Ecclestone’a, którego zwłoki zniknęły już
dawno za wyłamanymi drzwiami, wyniesione przez
dwóch rosłych posługaczy Zakładu Medycyny New Scotland Yardu.
— Chcę tylko jednego... — Joe także nie wyglądał najlepiej. Na twarzy jego
malowało się tak wielkie napięcie, że wyglądała jak gdyby
zamarł na niej skurcz bólu — ...żebyś doprowadził to śledztwo do końca i
pozwolił mi zrozumieć, co się tu właśnie stało, Ben.
— Co się stało?! Facet umiera we własnym gabinecie, zamknięty w nim na klucz,
zabity z własnego pistoletu, a ekspertyza to
potwierdza — zarówno odciski palców, jak pocisk w czaszce. Nawet ty sam możesz
zeznać pod przysięgą, że w chwili strzału nie było
w domu nikogo poza nim. Opukaliśmy ten dom i nie znaleźliśmy żadnego tajnego
przejścia, korytarza czy jakiegokolwiek innego
sposobu komunikowania się z wnętrzem bez wiedzy ogółu. Wszystkie okna domu są
zakratowane, a jedyne dwa wyjścia były w chwili
wypadku pod twoją obserwacją. W dodatku, jakby cudem, znalazł się na miejscu
sierżant policji ze swoim psem policyjnym.
Przeszukaliście cały dom. Nikogo w nim nie było. Cały okoliczny teren został
obstawiony i przeszukany już po pół godzinie... Nie ma
żadnego fizycznego sposobu, aby ktokolwiek mógł zabić tego człowieka. Nie mogli
go nawet zastrzelić z zewnątrz. Mniejsza już o to, że
zginął na pewno od kuli z pistoletu, który trzymał w ręce. Aby sprawa była
jaśniejsza, dobra Opatrzność kazała temu człowiekowi
pracować w dzień przy zamkniętych oknach i zasuniętych storach... W pokoju nie
było żadnych tajemniczych przyrządów i sposobów,
którymi sypią autorzy powieści kryminalnych. Żadnych automatów, zapadni, wind.
Żadnego sposobu, aby to nie było samobójstwo!
Nikt na świecie nie może nawet kwestionować tego faktu nie narażając się na
wiekopomną śmieszność. A jeżeli chodzi o moją skromną
osobę, to wiesz, że pracowałem z tobą przy najrozmaitszych zdumiewających
historiach. Ale nie chcesz mi chyba powiedzieć, że
proponujesz mi spędzenie wieczora i nocy nad roztrząsaniem tego, co fantaści
nazywają zbrodnią absolutną? Chyba że sam Diabeł
bierze w tym udział. Ale w takim wypadku musisz sobie dobrać do pomocy księdza,
a nie policjanta. Moje królestwo jest z tego świata i
nic nie mogę na to poradzić. Musimy zwijać manatki i odjeżdżać. A po drodze
napiszę raport do tutejszych władz. Za parę dni zbierze
się jury koronera i wyda orzeczenie... Na tym sprawa się i zakończy. Czy chcesz
mi jeszcze coś powiedzieć?
— Tak... — Joe ze zmęczeniem skinął głową. — Nie mam ani słowa do zarzucenia
twemu rozumowaniu... Chcę... chcę tylko prosić cię
o przysługę. Nie rozumiem jeszcze tego wszystkiego... To w pewien sposób nie
daje się rozumieć. Ale proszę cię, Ben, prywatnie,
ponieważ byłeś i jesteś moim przyjacielem i nigdy nie miałem powodu wątpić o
twojej przyjaźni... o to, żebyśmy zostali tu jeszcze i
żebyś pokrywał autorytetem władzy wszystkie moje absurdalne pomysły. Przyrzeknij
mi, że zostaniesz tutaj ze mną i ze swoimi ludźmi,
dopóki nie powiem ci, że się poddaję. Zgoda?
Parker wzruszył ramionami, a potem spojrzał na niego spode łba.
— Joe... Nie mogę! To nie ma przecież zupełnie sensu. To tak, jakbyś chciał
wmówić we mnie, że jakiś człowiek może w rzeczywistości
być w dwóch miejscach naraz... Ale... — zawahał się — widziałem twoje
zwycięstwa, Joe. Wiem, że masz naprawdę wielki talent
Oddałeś nam tyle usług, że nie mogę ci odmówić, jeżeli się uprzesz. Ale jeżeli
mówisz o naszej przyjaźni, to prywatnie, jako przyjaciel,
muszę ci powiedzieć, że...
— Dziękuję... — Joe skinął głową. — Nie kończ. Wiem, co chcesz powiedzieć.
Trzymam cię za słowo, Ben.
— Tak. Musisz mi tylko dokładnie określić, czego ode mnie żądasz.
— Musimy przesłuchać tych ludzi. Jest tu parę punktów, których nie rozumiem i
chcę je wyjaśnić.
— A kiedy wyjaśnisz już te punkty, co wtedy?
— Wtedy może... — Alex urwał, potem potrząsnął głową. — Tak, rozumiem ciebie
doskonale. To musi wyglądać idiotycznie. Wstyd ci
pewnie za mnie, co?
— Och... — Parker zrobił nieokreślony ruch ręką. — Myślę tylko, że po prostu
wszedłeś w ślepą uliczkę już wtedy, kiedy ten biedny
Gilburne, marząc o tym, żeby samobójstwo jego ukochanej okazało się czymś mniej
dla niego nieprzyjemnym, przyszedł do ciebie i
podziałał na twoją wyobraźnię tymi Diabłami. Teraz ta sama wyobraźnia zmusza cię
do absurdalnych posunięć. Ale znam cię za dobrze i
zbyt wysoko cenię twoją inteligencję, żeby nie wiedzieć, że to nie potrwa długo.
Służę ci całą moją pomocą... — Uśmiechnął się,
podszedł do Alexa i położył mu dłoń na ramieniu. — Nie martw się. Wszystko
mija... Z drugiej strony nie rozumiem, dlaczego marzysz
o tym, żeby mając przed sobą stuprocentowe samobójstwo przykleić do jakiegoś
Bogu ducha winnego człowieka odpowiedzialność za
nie?
Ale Joe, jak gdyby nie zwracając uwagi na jego i słowa, wpatrywał się w małą,
zieloną muszkę, która spacerowała po ciemnej plamie,
widocznej na biurku.
— Widzisz, Ben... — Wskazał palcem. Mucha, jak gdyby zgadując, że gest ten jej
dotyczy, podfrunęła, zatoczyła koło i usiadła w tym
samym miejscu, z którego odleciała. — Belzebub był bogiem much. Nie on jeden.
Cyrenajczycy czcili Akarona, boga much, a Grecy
Zeusa Myiodesa...
— Co? — powiedział Parker. — I co z tego?
— Absolutnie nic... — Alex podszedł do biurka. — Co byś powiedział na to,
żebyśmy spokojnie przejrzeli szuflady? W końcu nawet
przyjmując hipotezę samobójstwa, chciałbyś przecież w swoim raporcie wypisać
przypuszczalny motyw. Pan Irving Ecclestone nie był
jednym z tych szarych ludzi, których śmierć nie zajmuje nawet dwu wierszy w
gazetach. Był dziedzicem olbrzymiej fortuny,
największym naszym znawcą spraw Diabła i Inkwizycji, a poza tym ojcem naszej
najsławniejszej lekkoatletki. Jeżeli dodasz do tego
okoliczności, o których prasa dowie się prędzej, niż to sobie wyobrażamy, a
także fakt, że siostra jego zginęła przed miesiącem w równie
tajemniczych okolicznościach, nie mówiąc już o tym, że na rodzinie tej ciąży
przekleństwo, które, o dziwo, wypełniło się w dziesiątym
pokoleniu, musisz sobie wyobrazić hałas, jaki powstanie, kiedy wiadomość o jego
śmierci stanie się własnością publiczną. Chociażby
dlatego radzę być dokładnym...
— Tak... — Parker skinął głową