Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.
Lecz zanim uda się wszystko dopiąć, jest środek nocy, poza tym mam wrażenie, że nic się nie zdarzy, jeśli się będę przyglądał. Zostawiam więc pracującą kamerę i kładę się spać.
W pokoju zjawiam się z samego rana, drżę z podniecenia, lecz licznik wskazuje 0000, wygląda na to, że taśma nawet nie drgnęła. Rozczarowanie, istny nokaut. Siadam na podłodze i trzeba pięciu minut, zanim zaświta mi myśl, że jeśli taśma nagrała się do końca, mechanizm sam przewinie ją na początek. Zrywam się, staję zgięty w pół. Jak postać w którymś z tych filmów sci-fi o pierwszym kontakcie. Na wideo są obcy. Istoty pozaziemskie, które wylądowały na naszym globie. Przybywamy w pokoju i tak dalej. Poddajcie się, ziemskie robaki, wasza planeta jest otoczona. Bez paniki. Licho wie, czemu zaczynam się śmiać.
Kamera ma opcję odtwarzania. Przykładam oko do wizjera i trącam klawisz play. Taśma zaczyna się przesuwać.
Kobieta na krześle, na którym powinien siedzieć manekin, to nie ta zjawa wczorajsza. Jest starsza, po pięćdziesiątce; strapiona; o sympatycznej twarzy i siwiejących włosach zwiniętych w kok. Wygląd i akcent wskazują na Hinduskę, ale na pewno nigdy jej nie spotkałem.
Kaszelek zakłopotania, potem mówi.
Widzisz, jeden z naszych starożytnych filozofów powiada, zastanówmy się nad nędznym nietoperzem. Wiesz, o czym mówię, prawda? Żeby spróbować doświadczać rzeczywistości jako nietoperz. Cel ćwiczenia to wniknąć w ideę inności, zasadniczej odmienności, z którą nie może nas łączyć prawdziwa więź, ale o którą się ocieramy.
Nietoperze żyją w tej samej przestrzeni i tym samym czasie co my, lecz ich świat jest do naszego zupełnie niepodobny. I właśnie nasz świat jest równie niepodobny do waszego jak świat nietoperzy. Wierz mi, takie światy są liczne. I te nietoperze, my wszyscy, trzepoczemy sobie wokół głów. Pewnie to można lepiej wytłumaczyć.
Cóż, jedni dla drugich jesteśmy jak nietoperze, tak to wygląda.
Przepraszam za Marię. To nadzwyczajna dziewczyna, ale jak widzisz, w nie najlepszej formie. Również kapryśna z natury, próżna, wścibska, po trosze nimfomanka, zgadza się? Rodzina zupełnie sobie z nią nie radzi. Podejrzewam, że trafia do twoich, jak wy to nazywacie, marzeń? snów? Właśnie, snów. Nie gniewaj się na nią. Jest, jeśli wolno mi to wyjawić, krucha. Obawiam się, że nie przetrwa tego, co ma nadejść. Brakuje jej siły charakteru. Może i mnie. Nikt z nas nie potrafi przewidzieć, jak Maria odpowie; chodzi o wywołanie do odpowiedzi przez wielkie pytanie, rozumiesz? O życie lub śmierć.
Nie nadążasz. Jasne, że nie. Taka jestem głupia.
(Pauza.)
Nie wiem, jak mówić, żebyś pojął. Przypuśćmy, że pewnego dnia idziesz za róg i trafiasz na sklep z wideo, którego istnienia w ogóle nie podejrzewałeś, a w środku całe ściany zastawione są nagraniami wideo, o których jeszcze nigdy nie słyszałeś. Jasne? I przypuśćmy, że paru z was znajduje ten sklep, może więcej niż paru, ale nie wszyscy, bo wielu wysłanych tam ludzi wróci i powie, że tam nic nie ma. Ani sklepu. Ani wejścia do niego. To naprawdę wygląda inaczej, ale opowiadam, jak potrafię.
Pewnie nie zauważyłeś, bo i jak mógłbyś, że kiedy was odwiedzamy, nie starzejemy się. To jakbyś oglądał wideo, w historii może upłynąć sto lat, ale dla ciebie to tylko sto minut, którymi możesz się nie przejmować. Szybkie przewijanie, stop-klatka, cofanie, co zechcesz. Twój czas to nie czas ludzi na taśmie.
Ale to też nie tak, bo co się okazuje, że tych paru z nas - może więcej niż paru, lecz w sumie nie za wielu - jeżeli już przejdzie przez drzwi, to w środku może się znaleźć na tych taśmach wideo, rozumiesz? Oczywiście, to moje porównanie nie broni się, bo powiedziałam, że są drzwi, wejście do sklepu, że jest sklep i taśmy wideo, a w rzeczywistości nie ma sklepu ani taśm, ale te drzwi są, właśnie te szczeliny, jesteś fotografem, więc coś ci mówi to słowo, szczelina jak w migawce rozwiera się, do środka wpada światło, jak cud, naznacza tę inną rzeczywistość, bo pozostawia po sobie obraz.
Nie potrafię już lepiej tego objaśnić. Jesteśmy światłem, które pada skądinąd.
Myślę, że w jakiejś mierze domyślasz się reszty. Przypadkowo splątane struny czasu, jak sznurki latawców. Światy na kolizyjnym kursie, to się już zaczęło, trzęsienia ziemi, chyba pojąłeś ich znaczenie