Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.
Niemieckiemałżeństwo, obdarzone trzema pociechami, nie mogło się jednak zdecydować, czy na wielbłądach powinny siedziećdzieci, a rodzice stać przyzwierzętach, czy też na odwrót rodzice powinni kołysać się na dwugarbnychgrzbietach, a dzieci prowadzić karawanę przez biały piasek pustyni.
Niezdecydowanie to musiało trwać dość długo, bo w końcu jeden z wielbłądów, podtrzymywany dotąd przez właściciela w rączej gotowości, zakofysał sięna swoich wysokich nogach, ukląkł, a potem położył się
IM
na piasku.
Wjednej chwili okazało się, że klienci są już^akurat gotowi do fotografii, że nie było żadnej rozbieżh-ności zdań, że od dawna wiedzą, jak powinno wyglądać'.
to rodzinne zdjęcie znad Czarnego Morza.
Jedyną prze?
; szkodą w urzeczywistnieniu tegomarzenia był leniwy)wielbłąd, który nie zamierzałpodnieść sięz piasku.
Właś ciciel miał swoje metody perswadowania mu tego kil' ka stuknięć kijem w nogi podnosiło zazwyczaj wielbłąda' i przywracało mu wygląd ognistego rumaka pustyni.
Tymrazem jednak żywy rekwizytfotografa znudzony byłczyzmęczony ponad miarę,perswadowanie mu lri'jem jegoobowiązków trwało więc dosyć długo i zgromadziło nawet nieco gapiów.
O Boże!
szepnęła Anna.
Znowu!
Co, znowu?
zapytał Todi.
Musiał ją podtrzymać,bo zachwiała się,zasłaniając gwałtownie oczy przed widokiem, jaki miała przed oczyma.
Niech go ipan nie bije po nogach!
krzyknęła.
Nie po nogach!
Rozumie pan?
Nie po nogach!
Właściciel wielbłądów nie zrozumiał ani słowa, alepoznał jej głos,jej krzyk sprzedkilkudni odwrócił głowę i zamarłz kijemuniesionym do góry.
Nie po nogach' krzyczała Anna po polsku.
Dosiebie.
Do całego świata, który powinien był ją zrozumieć niezależnie od tego, w jakim wyrażała się języku.
Todi przyciągnął ją do siebie.
Cicho, cicho szeptałprzerażony niech się paniuspokoi położył jej dłoń na plecach, czuł, jak drżaływstrząsane płaczem.
Przecież tonic wielkiego, poboligo trochę, a potem wstanie i me będzieo niczym pamiętał.
Nie!
szlochała Anna.
Nie!
Za dwadzieścia latmu się to przypomni.
Zbudzi się któregoś ranka ipoczujeból.
I nie będzie już żadnego ratunku, tylko nóżi tenciężar zamiast nogi.
iwszędzie już będzie za daleko.
i wszędziejuż będzie za trudno.
O Boże!
Niech on przestanie!
Niechniebije go po nogach.
Przecież jużprzestał powiedział Todi łagodnie,jak do dziecka.
Już go nie będzie bił.
Głowa Annyspoczywała na jego piersi.
Gładził dłonią jej plecy, jakbymial nadzieję uciszyć w ten sposób ich drżenie, uspokoić.
łoskot serca, które czuł na swoim sercu.
Już go niebędzie bil powtórzył.
Nigdyl
Właściciel wielbłądów istotnie opuścił kij i odwróciłsię od klientów.
Niemcy stali przez długą chwilę, ale gdywielbłąd wciąż leżał na piasku, a właściciel nie czyniłnic, aby zmusić go do powstania, zagarnęli przed sobąrozczarowane dzieci i ruszyli na deptak.
Przepraszam pana szepnęła Anna,oddaliła się jużod chłopca, zawstydzonabliskością, wjakiej się znaleźli.
Pomyśli pan, żeoszalałam.
Może naprawdęoszalałam z tego wszystkiego?
Terazon wziął ją pod rękę, mocno, jakby pragnął jąunieść albo przynajmniej ulżyć ciężarowi,który ciągnąłją do ziemi.
Jeśli wiedenka zadzwoniła, Ellena powiedziała je] z satysfakcją, że go nie ma.
I że nie wie, kiedywróci.
Co jeszcze mogła jej nagadać?
2eposzedł się z kimśspotkać.
Z kimś, kto czekał na niego w hotelu "Atlas".
Wiedenkamogła się jeszcze podobać, nie potrzebowałamieć do tego tylupieniędzy.
One wszystkie te Niemkibiusty miały jak materace i garnęły się do roboty,jakbyich mężczyźni wciąż jeszcze leżeli w okopach z dalaod ich łóżek.
Wszystkie garnęłysię do tej roboty, więcjeśli nieta, to inna Ellena mogła jej powiedzieć, cokolwiek jej przyszłonamyśl.
-
Pomogę pani powiedział.
Chodźmy.
Po południu wiatr się uspokoił i na plażę wyszło poobiedzie sporo ludzi.
Nie mieli więc przedsobą pustegopola widzenia, rozłożone na piasku obozowiska,koszei leżaki zasłaniały widok i musieli brnąć przez piasekdalej i dalej, żeby pociemniałe od rozpaczyoczy Annymogły zobaczyć, mogły same się przekonać, że ręcznikaw pomarańczowo-zielohe pasy nie ma, na pewno niem a wśród leżących na piasku.
Zadyszała się izmęczyła, potargane włosy opadały jejna czoło, ramię, które trzymał, stało się ciężkie ibezwładne