Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.

Czyimi oczami, jeśli wolno spytać? — Przejęzyczenie, przepraszam. Aktywną postawę miałem na myśli. Z tym pani się chyba zgodzi i, jako wytrawny psycholog, przyzna, że postawa taka może być poczytana przez kogoś przewrażliwionego za wrogość. Teoretycznie. — Czyli, dokończę pańskiego teoretycznego rozumowania, byłby to powód wystarczający do sprowokowania agresji. Wszak ludzie są tak wrażliwi... I postawię pytanie: Jaką pan przyjmie postawę, jeśli dom pana będzie bezkarnie zaśmiecany obelżywymi ulotkami, obmalowywany słowem „zdrajca”? Jeśli na ulicy sparzą panu twarz roztworem kwasu solnego? Jeśli policja, miast napastnikami, zajmować się będzie panem? Jeśli podłożą panu pod tyłek cuchnącą petardę? Już drugi dzień z rzędu myszkuje pan w kokpicie ojca, co dla mnie jest równoznaczne z szukaniem tam zbrodniarza. Helen wstaje z fotela. — Tam! — wskazuje palcem na schody do kokpitu — dosięgnęła ojca kula mordercy. Tam! — przenosi rękę na otwarte na oścież okna salonu wychodzące na ulicę i ogród botaniczny — została wystrzelona. Śmierć przyszła do tego domu z zewnątrz. Tara winna zostawić swoje ślady! Czy prawidłowo rozumuję, poruczniku Charger? Charger ma jeszcze kilka pytań. Ale musi zmienić ton. — Niezamierzenie zdenerwowałem panią — usprawiedliwia się. — Przepraszam. Czy możemy kontynuować rozmowę? — Słucham. Pochyla się ku wzburzonej Helen. — Czy ojciec miał wrogów? — Wrogów? — Ludzi mu nieprzyjaznych. — Kto ich nie ma. O żadnym zdeklarowanym wrogu nie wiem. Chociaż złośliwości zastępcy komendanta posterunku policji sierżanta Hatfielda, graniczącej z przekroczeniem kompetencji służbowych, nie nazwałabym, dowodami przyjaźni. — Sierżant Hatfield mógłby prawdopodobnie powiedzieć to samo o pani ojcu; nie znam policjanta, do którego nie zgłaszano by pretensji. Koszty zawodu. A ktoś z pracy pani ojca? Jako szef pilotów oblatywaczy decydował o karierze tych ludzi Negatywna opinia równała się z utratą lukratywnych zarobków pilotów oblatywaczy. — Proponuję zwrócić się z tym do przełożonego mego ojca, dyrektora Barry Harta. — Karabin. Karabin, który ojciec sobie sprawił. Czy ojciec wychodził z nim na taras? — Niby w jakim celu? — No... na przykład, by pokazać, że jest uzbrojony. W naszym języku nazywamy to demonstracją zbrojną w celu zastraszenia przeciwnika. — Daruje pan — policzki Helen ściągają się w nerwowym tiku — ale to zakrawa na obrazę pamięci mego ojca. Poważny człowiek miałby się zabawiać w chłopczyka obnoszącego się po tarasie z karabinem... — Więc pani nie widziała ojca na odsłoniętym tarasie z karabinem w ręku. — Nie. — Proszę się zastanowić. — Powiedziałam. Charger spokojnie gasi papierosa. — Wobec tego zmuszony jestem zadać pani niedyskretne pytanie; bez obecności swego adwokata nie musi pani odpowiadać: Gdzie i z kim pani spędziła czas krytycznego poranka, kiedy pani ojciec ostrzelał z tarasu przejeżdżający samochód? — Syndrom osaczenia. Syndrom osaczenia. Syndrom... — powtarza Helen chodząc nerwowo po salonie. Nie wie, że myli zagrożenie z osaczeniem. Potyczka z porucznikiem załamała Helen. A jeszcze koniec dnia daleki. W kolejce czekają: sędzia prowadzący śledztwo, ksiądz proboszcz Frank Kovalsky wraz z właścicielem „Przysta- ni Niebiańskiej”. Decyzja o dniu pogrzebu — jutro czy w poniedziałek — musi być podjęta najpóźniej za godzinę. Na nieustające prośby telefoniczne o rozmowę odpowiada z jej upoważnienia, bez wyjątku odmownie, Sue. Ten telefon spotyka się z jej przychylnością. O zdarzeniu, faktycznie już były kapitan policji miejskiej Jimmy Braddocks, dowiedział się w Olympii. Stolica stanu leży o krok od Seattle, samochodem byłby rychło na miejscu. Ale do chwili formalnego rozwiązania stosunku służbowego każde jego zbliżenie się do Good Weather Street mogło być traktowane przez władze sądowe i miasta z uzasadnioną podejrzliwością. — Nie jestem tu służbowo — dodaje Braddocks po złożeniu Helen kondolencji. — Od wczoraj nie służę już w policji, od dzisiaj mam patent prywatnego detektywa. Ojca pani darzyłem wielkim szacunkiem, poczytałbym sobie za wyróżnienie, gdybym mógł służyć pani pomocą. Kładzie przed nią bilet wizytowy z adresem i numerem prywatnym telefonu. — Mam gorącą prośbę. Kilkakrotnie byłem gościem pani ojca w kokpicie, jak on nazywał swoje sanktuarium. Czy pozwoli mi pani obejrzeć to miejsce jeszcze raz? Ojciec ciepło wyrażał się o tym człowieku. Helen poprowadziła go na piętro. Nie zabawili tam długo

Tematy

  • ZgĹ‚Ä™bianie indiaĹ„skiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego gĹ‚owa.
  • - Panie Stutz - zwrócił się Horowitz uprzejmie do operatora, który właśnie wyłączył kamerę i rozprostowywał ramiona - panie Stutz, mamy tu ujęcie człowieka, którego...
  • Ubrawszy się podszedł do lustra i znowu kichnął tak głośno, że indor, który podszedł w tej chwili do okna – okno zaś było bardzo blisko ziemi – zagulgotał mu nagle coś nader...
  • Wkrótce byłoby za późno, wbiegł więc poza dwór i własnego konia, który w gotowości stał, pochwyciwszy, pędem z nim ku łaźni skoczył - wołając, ile miał siły, a raczej krzycząc...
  • Tak więc mój skarb, który kiedy był zdrowy, to z wesołym śmiechem opowiadał, jak to w Polnej się topił, opowiadał o tym z zapałem tylko po 8 Balbinka - potoczna nazwa ulicy ks...
  • Choć nie byli w stanie znaleźć konia, który uniósłby Bahzella - czego zresztą nikt, co Koniokrad przyznał z humorem, nie był w stanie doko- nać - kwatermistrzowie zakonu...
  • Tak więc w roku 1382 gwałtowną śmierć ponieśli: książę Żmudzi Kiejstut, jego żona Biruta i komtur Ulrich von Kniprode, który nie odzy- skał dla zakonu purpurowego srebra...
  • Egoizm nale|y odró|ni od egocentryzmu, który jest postaw niezauwa|ania cudzych potrzeb wskutek nieumiejtno[ci w|ycia si w cudzy punkt widzenia i przeceniania wa|no[ci swej osoby
  • Należało więc za czasów Moj żesza szukać rady u niego, a później u Aarona i jego następców; i u suwerennego władcy ludu bożego, który sprawował władzę bezpośrednio daną mu od...
  • Tymczasem kryje się za tym odwieczny przesąd, który na samym początku przyjęliśmy sobie za punkt wyjściowy: przesad o wyizolowaniu Ziemi – z całego pozostałego...
  • Mamy wyraźne dowody, że poczynając od IV dynastii pod wpływem kultu słonecznego zaakceptowano wiarę, iż król egipski, który pierwotnie uważany był za wcielenie boga Horusa,...