Zgłębianie indiańskiej duszy jest jak nurkowanie w kowadle – najczęściej boli od tego głowa.
Kilka dni później nadszedł bilecik od Bradleya Holmesa. Napisany na wytwornym, kremowym papierze, z nazwiskiem agenta wydrukowanym eleganckim czarnym drukiem w lewym górnym rogu, zawierał tylko kilka słów zaproszenia panny MacKenzie do biura na rozmowę oraz wyrażał prośbę o przyniesienie rękopisów.
Biuro Bradleya Holmesa tego ranka, gdy Allison zawitała tam po raz pierwszy, pełne było światła i ciepła. Pachniało drogimi dywanami, dobrym tytoniem i książkami w skórzanych oprawach.
- Proszę usiąść, panno MacKenzie - zagaił rozmowę agent. - Muszę wyznać, że jestem raczej zdziwiony; nie spodziewałem się kogoś tak młodego.
To pierwsze spotkanie trwało piętnaście minut, a potem agent uprzejmie odprowadził dziewczynę do drzwi windy.
- Opowiadania przeczytam najszybciej, jak będę mógł - rzekł na pożegnanie. - Skontaktuje się z panią.
- Oklepany chwyt - skomentowała później Steve. - Nie dzwoń do nas, my zadzwonimy do ciebie. Znane słowa. Na szczęście w mojej pracy modelki słyszę je niezbyt często, za to w agencjach teatralnych prawie zawsze towarzyszą mi w drodze do drzwi! Ten pan Holmes nie da już znaku życia, zobaczysz. Lepiej spróbuj jeszcze gdzieś indziej.
Jednakże trzy dni później Bradley Holmes zadzwonił do Allison.
- Jest kilka spraw, które chciałbym z panią omówić. Czy mogłaby pani wpaść dziś do mnie do biura?
- Ma pani talent do pisania - powiedział i Allison w tej chwili gotowa była oddać za niego życie. - Jak również - ciągnął - smykałkę do krótkich opowiadań. Moim zdaniem powinna się pani skupić na razie na mniejszych formach. Prawdziwy talent proszę oszczędzać na później, być może na powieść. Niestety, nie jest mi znane takie pismo, któremu mógłbym sprzedać najlepsze pani prace. Popularne magazyny, jedyne płacące na tyle dobrze, by móc się z tego utrzymać, nie są szczególnie zainteresowane opowiadaniami pełnymi starych panien, kotów i seksu.
Oddał Allison stosik kartek, zawierający jej lepsze utwory.
- Z resztą może uda mi się coś zrobić.
Wystarczyło dwa tygodnie, a Allison uznała Bradleya za geniusza najwyższej rangi. Agent sprzedał dwa z jej opowiadań, a ona zaczęła myśleć o zabraniu się do pisania powieści.
- Masz na to jeszcze mnóstwo czasu - studził jej zapały. Jesteś jeszcze tak młoda! Choć, w gruncie rzeczy, kiedy raz zaczniesz zarabiać w gazetach nie najgorsze pieniądze, możesz już się nigdy nie zdecydować na książkę. Przystępuj więc do dzieła, póki masz ochotę, i zobaczymy, co z tego wyniknie.
- Dobrze, Brad - zgodziła się Allison.
Gdyby jej kazał się rzucić na obracające się śmigła samolotu, również odparłaby bez wahania: „Dobrze, Brad.”
Sporo czasu upłynęło, nim Bradley się zorientował, jaki wielki wpływ wywiera na swoją młodą klientkę.
- Myśl samodzielnie! - rugał ją ostrym tonem. - Nie chcę tego robić za ciebie!
Ale Allison już wykształciła w sobie pewną formę zależności. Telefonowała i biegała do niego po radę w wielu takich sprawach, z którymi z łatwością mogłaby sobie poradzić sama.
- Tylko nie zaczynaj mnie traktować jak ojca - obruszał się.
Ona jednakże była daleka od tego. Traktowała go jak Boga.
Potem Bradley zaczął przedstawiać jej rozmaitych młodych mężczyzn. Najbardziej interesującym okazał się szczupły młody człowiek o nazwisku Noyes, David Noyes, który pisał utwory określane przez Allison mianem: „powieści z podtekstem społecznym”.
- Pragnąłbym, żeby Allison choć raz spojrzała na mnie tak, jak patrzy na Bradleya. - David zwierzał się Steve Wallace. - To niemal żenujące, kiedy ją człowiek obserwuje. Tyle miłości, takie uwielbienie. Ja nie mógłbym tego wytrzymać. Ciekawe, jak jemu się to udaje?
Allison lubiła Davida. Wprowadził ją w świat nowych myśli i pomysłów; równocześnie był jej pomocą w pokonywaniu wstępnych trudnych etapów, kiedy zaczęła pracować nad powieścią. Opowiedziała mu legendę zamku Samuela Peytona, a on uważnie wysłuchał.
- To brzmi nieźle - zawyrokował - choć, rzecz jasna, może się okazać nieco trudne w praktyce. Będziesz się musiała trochę napracować, żeby z Samuela uczynić sympatyczną postać. Jeśli ci to nie wyjdzie, zrobisz z niego cholernie czarny charakter.
- Brad jest zdania, że to fantastyczny temat - rzekła Allison. - Sądzi, że książka może się stać wielkim wydarzeniem.
- Chyba rozchwytywanym czytadłem - poprawił David.
- Cóż, nie każdy może być młodym geniuszem - rzuciła dziewczyna z przekąsem.
David miał dwadzieścia pięć lat, a wnet po opublikowaniu swojej pierwszej powieści został przez krytyków okrzyknięty błyskotliwym talentem. Pragnął zmienić świat i miał trudności ze zrozumieniem ludzi pokroju Allison, piszących dla sławy lub pieniędzy. David chciał uwolnić świat od wojen, nędzy, przestępstw i zakładów karnych i nie ustawał w wysiłkach, by skłonić innych do przyjęcia tych samych poglądów. Ponieważ Brad nazywał Davida „młodzianem poświęcającym się dla sprawy”, Allison naturalnie była tego samego zdania.
- Brad jest taki sam. On też się poświęca - skomentował te słowa David, kiedy Allison powtórzyła mu opinię agenta. - Jest jak Nowy Jork, twardy, błyskotliwy i poświęca się pogoni za dolarem. Jego jedynym kryterium w tym drapieżnym wyścigu jest ilość gotówki.
- Cóż ty za okropne rzeczy wygadujesz?! - wykrzyknęła Allison, doprowadzona niemal do łez wściekłości